W dalszym ciągu nie potrafię podać jednego konkretnego powodu dlaczego. I raczej nie podam. Często mam tak, że pojawia się u mnie jakaś chwilową zajawka, którą rozwijam przez krótszą bądź dłuższą chwilę a późnej ją porzucam. Moi rodzice nazywali to słomianym zapałem, zaczynam wszystko na hura a późnej, jak to zawsze bywa porzucam.
Do tematu kursu IWE podchodziłem wielokrotnie w sumie już dłuższy czas drapałem się po głowie czy iść na po dyplomówkę czy odpuścić. Zastanawianie zajęło mi niemal dwa albo trzy lata. Ale co tak naprawdę sprawiło że rozpocząłem kurs? Przyczyn jest wiele.
Cały czas gdzieś tam uczestniczę w różnego rodzaju budowach i prefabrykacji elementów. Od malutkich (budowa jakiegoś pomostu obarierowania) po całkiem spore (budowa linii technologicznej). Właściwą karierę zawodową zacząłem jeszcze na studiach jako asystent projektanta, przy instalacjach technologicznych. Po około pół roku zostałem wysłany na budowę, dużą budowę początkowo jako pomoc przy uruchomieniach jednej linii, późnej trafiłem na nią sam do nadzoru. Dalej chwilę pobyłem w biurze asystowałem w innym projekcie, jakieś trzy miesiące, aż do rozpoczęcia realizacji. Później trafiłem na tę budowę na kilka miesięcy. Tam, zostałem bardzo zaskoczony przez ówczesnego szefa, który wyznaczył mnie (osobę pracującą u niego dopiero 2 lata) do nadzoru budowy. Jakież było moje zdziwienie. Później kolejna budowa, kolejna i kolejna. I tak aż do zmiany pracodawcy.
I tak od tamtego momentu, z krótkimi przerwami, przebywałem na budowie. W pewnym momencie doszło do tego że prowadziłem roboty spawalnicze na czterech/pięciu obiektach równolegle, co najgorsze w całej Polsce. szczytowo w około dwa i pół miesiąca pokonywałem 15 000 kilometrów. Mało? Według mnie za dużo. Jeszcze w dodatku na każdej robocie coś do załatwienia coś do ustalenia. Gdzieś w którymś momencie coś pękło, z wielu względów. W rezultacie podziękowałem za taką pracę. Ale jedno trzeba przyznać, ówczesny prezes wciągnął mnie w tematy produkcyjno-spawalnicze, to jego zasługa, ale na tym jego zasługi się skończyły.
I tak z roku na rok bardziej coraz to bardziej angażowałem się w kwestie związane z produkcją w szczególności w obróbkę stali.
Gdzieś po drodze podczas negocjacji wynagrodzenia, gdy nie mogłem już więcej uzyskać, rzuciłem temat że chciałbym aby skierowali mnie na szkolenia związane ze spawalnictwem, przystali na to. Przez pewien czas liczyłem że dotrzymają danego słowa, ja starałem się wywiązywać ze złożonych obietnic dopinać tematy nawet kosztem wlanego czasu. Szczerze wykonywałem swoją pracę rzetelnie i nadgorliwie bo robiłem również rzeczy które nie należały do moich kompetencji. Kasa się zgadzała tego nie mogę powiedzieć to co było na umowie to było, ale... Czy zawsze musi być ale? Tak, kasa to nie zawsze wszystko, są też inne aspekty. I tak z roku na rok, kolejne nie dotrzymane obietnice. Znowu coś pękło. Zacząłem kurs IWE na własną rękę. I tak jestem tu gdzie jestem czy zdam egzamin nie wiem. Egzamin za cztery dni a ja czuję że nic nie umiem.
Reasumując przyczynami, dla których rozpocząłem kurs były:
1. Poszerzenie horyzontów w kwestiach spawalniczych
2. Pokazanie pracodawcy, że w dupie mam jego obietnice. Od momentu rozpoczęcia kursu, nie ma z mojej strony żadnego wkładu ekstra w wykonywaną pracę, a sama praca stała się raczej marna. Daję z siebie absolutne minimum.
3. Stworzenie sobie jakiegoś dodatkowego potencjału zarobkowego, to akurat tak z dystansem, na razie raczej nie wiąże swojego kierunku zawodowego z tym tematem. Może kiedyś jakieś drugie niezależne źródło dochodów.
Stwórz łatwo własną witrynę internetową z Webador